marność nad marnościami i wszystko marność…

o polskiej rzeczywistości konkursowej…

Zacznę cytatem.

„W dniu 23 lipca 2010 r. została podpisana umowa między Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi a panem Tomaszem Słupskim – autorem zwycięskiego projektu na logo konkursu „Przyjazna Wieś”.”

Nadmienię tylko, że wspomniana umowa  dotyczyła przeniesienia autorskich praw majątkowych do projektu wyłonionego w drodze konkursu, zorganizowanego kilka tygodni wcześniej.

Zwycięski znak, autorstwa pana Tomasza Słupskiego, w oryginale prezentuje się następująco.

Nie, temat wbrew pozorom nie dotyczy tego konkretnego projektu, zwanego szumnie logo, czułbym się zresztą niekomfortowo recenzując, przyjąłem bowiem zasadę, że analizę zaczynam od plusów… a tutaj ich nie znajduję. Po cóż więc kopać leżącego?

Chciałbym jedynie, podzielić się wnioskami natury ogólnej, jak doszło do sytuacji w której, powyższy obrazek wygrywa konkurs. Przyczyn jest wiele, postaram się wypisać w punktach. Niektóre z nich są niezbyt odkrywcze, rzekłbym nawet trącą banałem,  niemniej sądzę, że trzeba je wymienić, w nadziei, że ktoś kiedyś przeczyta i może przemyśli.  O wdrożeniu nie wspomnę.

Na pewno nie uda mi się wymienić wszystkiego, pozwolę więc sobie zaprosić do rozmowy p.t. czytelników i systematycznie uzupełniać wpis o kolejne spostrzeżenia. Zaznaczę jednak dla porządku, że liczę na nieanonimowe wpisy.

Zatem rozpocznijmy wyliczankę.

1. Logo nam jest potrzebne, bo sąsiedzi też mają.

Heca z konkursem zaczyna się zwykle w momencie, gdy samodzielnie  myślący państwo biurokracja, wpadną na genialny w swojej prostocie pomysł, że potrzebne jest im logo. Nie im personalnie, co byłoby zapewne tańsze i mniej szkodliwe, ale reprezentowanej przez nich instytucji, społeczności, wsi, gminie czy metropolii.

Rozsądek nakazywałby zwrócić się do wyspecjalizowanej firmy, przeanalizować zagadnienie dogłębnie i dopiero na tej podstawie podjąć racjonalną decyzję. Ale usługi takich firm kosztują, taniej jest zorganizować konkurs.

2. Regulamin napisze pani Krysia. Zna worda.

Kiepskie regulaminy konkursów pisane przez laików nie mających pojęcia o prawie autorskim to zwykle pierwsza poważna przyczyna, dla której ta atrakcyjna forma zarabiania pieniędzy, jest omijana szerokim łukiem przez niemal wszystkich. Niemal, bowiem zawsze znajdzie się ktoś, kto naiwnie wierzy w miłość, równość, braterstwo i wieczną szczęśliwość. Tymczasem jednak, błędy merytoryczne, logiczne,  przekręcenia i nadużycia, świadome lub nie, odstraszają. Tych świadomych.

3.  Żurorem będzie Stasiek, kiedyś był na wystawie obrazów.

Brak merytorycznego przygotowania osób, mających w konkursach podejmować wiążące decyzje to kolejna zmora. Zwykłe skład ogranicza się do prezesa/ przewodniczącego/ sołtysa/ burmistrza/ prezydenta, dla których dzielnym wsparciem jest sekretarka, pełnomocnik do spraw wszelakich i całe grono zastępców. Dla kogoś, kto ma pojęcie, nie starczy już miejsca i środków. Niewielu organizatorów zaprasza do jury specjalistów od identyfikacji.

4. Z tego weźmiemy literki, z tego hasło, a obrazek… tamten jest ładny.

Niemalże będące stałym  zwyczajem nierozstrzyganie konkursów bez podania rozsądnego wyjaśnienia to kolejny powód zniechęcenia twórców. Po cóż twórca ma się starać, gdy Organizatorowi się nie chce. A przecież powinien zabiegać o jak najlepszą obsadę, bo ta gwarantuje nie tylko wysoki poziom na etapie rywalizacji, ale też daje szansę na wyłonienie projektu spełniającego…

5. …założenia.

Ma być ładnie, ma pokazywać nowoczesność, nieustający rozwój,  środowisko przyjazne małżeństwom, samotnym, starszym i młodszym, wierzącym i tym, którzy wątpią. Ma być miłe dla oka, ucha i serca. Ma wskazywać i obiecywać, ma sugerować i nieść przesłanie światu. Ma łączyć nie dzielić, ma wiązać i nawiązywać.

Łatwiej byłoby wymienić czego nie ma, ale tak jest zabawniej. A autor, który zdecyduje się  zawrzeć wszystkie życzenia i oczekiwania, prędzej narysuje komiks aniżeli syntetyczne i proste logo.

6. Zwycięzca tego prestiżowego konkursu,

odbierze nagrodę w Dniu Ziemniaka. Nagrodą będzie uścisk dłoni prezesa, wzmianka w lokalnej gazecie oraz na stronie gminy, co w zdecydowany sposób podniesie pozycję zawodową autora wybranego znaku, oraz zapewni mu chwałę, sławę oraz lukratywne zamówienia do końca jego dni.

Niestety, rzeczywistość skrzeczy, nagrody bowiem są  śmieszne a czasem nawet obraźliwe. Często gęsto, upraszczając kwestię do minimum, nagrody są nieadekwatne do ogromu pracy jaką zwycięzca w ramach umowy musi wykonać, zdecydowanie korzystniej byłoby się zatrudnić na kasie w markecie. Naraz też okazuje się, że owszem logo, ale potem w ramach tej samej nagrody trzeba wizytówki, papier firmowy, koperty, teczki i naklejki na samochód.

7.  Śmiejmy się, wszak śmiech to zdrowie.

Brak reakcji środowisk twórczych w sytuacjach, gdy wygrywa gniot. Zwykle w takich razach gdzieniegdzie pojawi się krótka, burzliwa dyskusja na forach, czasem nieco złośliwa wzmianka  na blogach, zdarzy się, że sprawę podejmą  media… po czym temat spada do archiwum.

W normalnych okolicznościach urzędnicy odpowiadaliby co najmniej z kilku paragrafów (niegospodarność, działanie na szkodę zarządzanego majątku, etc) jednak wszystko z czasem cichnie, rozchodzi się po kościach, nikt nie traci  głowy, stanowiska, ba, sypią się nagrody i premie. Wszystko jest cacy a nawet lepiej…

aż do następnego konkursu z intrygującym rozstrzygnięciem…


Tagi:

6 odpowiedzi dla “marność nad marnościami i wszystko marność…”

  1. Lilula pisze:

    Poszukajmy jeszcze w tym logotypie znaku szatana i symboli gejowskich. Wyślijmy je do przedstawicieli kościoła, albo poprośmy o recenzję tych, broniących krzyża. Zawsze znajdzie się jeszcze ósmy punkt ;-)

  2. Łukasz W pisze:

    Dodałbym jeszcze częsty brak uzasadnienia wyboru danego znaku. Najczęściej wypowiedź ogranicza się do „projekt najlepiej spełnia nasze oczekiwania”. Dla niebiorących udziały w konkursie ludzi, ludzi z poza branży, taka informacja jest pewnie wystarczająca. Jednak dla XX, albo XXX uczestników, z których wielu po kolejnej „porażce” zauważa, że branie udziału w konkursach pozbawione jest sensu, dokładne uzasadnienie wyboru choć trochę polepszałoby samopoczucie.
    Zrozumieć byłoby łatwiej, no i organizator pokazałby się z dobrej strony.

  3. Przyjazna cepeliada - Andrzej-Ludwik Włoszczyński pisze:

    [...] zapomniałem… poczytajcie wpis Krzysztofa Bochnackiego „marność nad marnościami i wszystko marność&#822… na zasadzie kompletu, koniecznie. Pokaż [...]

  4. Piotro pisze:

    Chyba nie trzeba już nic dodawać do powyższego…
    A co do samego konkursu Przyjazna Wieś – brałem w nim udział. Wysłałem zapytanie, czy można załączać do prac konkursowych objaśnienia projektów (chodziło mi konkretnie o wyjaśnienie symboliki kolorów zawartym w logo), otrzymałem odpowiedź, że nie, że logo powinno być takie, żeby „od razu było wiadomo o co chodzi”.
    Smutne. Na zdjęciu prezentowanym na ich stronie widać, choć jakoś bardzo kiepska, że było dużo poczciwych projektów. No ale skoro plastycy zostają konserwatorami miejskimi, to czemu urzędnicy nie mogą zostać plastykami?

  5. Grace pisze:

    Sam sposób punktowania daje duże pole popisu:
    1) pomysłowość, modelowość (wzorcowość) i innowacyjność wynikająca
    z zastosowanych przy realizacji technik: 0-20 pkt ;
    - ja bym to logo z pszenicy wykleiła – taka pszeniczna technika – ale jaka innowacyjna…

    2) funkcjonalność i poziom wykorzystania po zakończeniu: 0 – 10 pkt.;
    - no, to o format pewnie chodzi – w jpg trzeba było przesłać, żeby później taki urzędnik wkleił sobie to logo do Worda, czy do maila załączył…

    3) partnerstwo przy realizacji: 0 – 30 pkt.;
    - czyli partnersko podziel się nagrodą z jury

    4) zasięg: 0 – 10 pkt;
    - najlepiej, żeby miało duży zasięg, więc chyba chodzi o to, że miało być duże (może pkt-y były przyznawane od milimetra)…

    5) użyteczność, dostępność dla osób niepełnosprawnych: 0-10 pkt.;
    - no dostępność dla osób niepełnosprawnych – czyli lepiej, żeby było niskie – bo można z wózka sięgnąć…

    6) wpływ na rozwój gospodarczy regionu, w tym tworzenie nowych miejsc pracy:
    0-10 pkt.
    - Po obejrzeniu loga pół wsi powinno dostać palpitacji serca – z zachwytu oczywiście – żeby utworzono nowe etaty dla lekarzy, pielęgniarek, kucharzy (bo katering w szpitalu musi być), no a jak więcej jedzenia szpital potrzebuje, to i od rolników plony odkupi…

    7) wpływ na politykę horyzontalną regionu, w szczególności w zakresie rozwoju
    obszarów wiejskich oraz ochrony środowiska: 0 – 10 pkt
    - czyli trzeba było horyzont pokazać, żeby perspektyw rozwoju nie zamykać…

    Ja nie zajmuję się projektowaniem, ale już wam współczuję – Trzymajcie się dzielnie i pomysłowo ;-)

  6. Ryża pisze:

    Nie wiem czy mam się śmiać czy płakać, zastanawia mnie jak mogło do tego dojść. Zastanawiam się jak można STWORZYĆ coś tak okrutnie ohydnego :-) Gratulacje dla twórcy. Ja bym tak nie potrafiła…

Odpowiedz

*